Artykuły

Dawne zwyczaje wielkanocne

30 marca 2017 • przez

Wielkanoc to święto wiosny, smacznego jedzenia i wspólnego przeżywania cudu zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Łączą się z tym świętem obyczaje kultywowane przez pokolenia. Mamy w naszym kraju jeszcze kilka takich symbolicznych zwyczajów, które rodowodem sięgają dawnych czasów.

Podobnie jak nasi przodkowie, świętowanie rozpoczynamy już tydzień przed Wielkanocą. Wielki Tydzień rozpoczyna się w Niedzielę Palmową, dawniej w Polsce nazywaną kwietną lub wierzbną. Palmy robiono wówczas z gałązek wierzby, bukszpanu, malin lub porzeczek, a więc głównie z roślin, które w naszej strefie klimatycznej jako pierwsze budziły się do życia. W niektórych częściach Polski wykonywano je z barwionego mchu, suszonych ziół i piórek oraz z drobniutkich kwiatuszków. Po poświeceniu palm w kościele, bijało się nimi domowników, zwierzęta i sprzęty kuchenne, powtarzając wielokrotnie słowa: „nie ja biję, palma bije…”. Następnie zatykano je za święte obrazy, by chroniły dom przed złymi mocami. Palma miała chronić przed czarami także bydło, sieci rybackie, drzewa owocowe i inny dobytek. Wymiatano też zimowe śmieci, które również symbolizowały zło. Aby uchronić się od choroby, połykano wierzbowe kotki z palmy wielkanocnej.

Każdy dzień Wielkiego Tygodnia miał swoją odrębną widowiskowość, związaną na przykład z tradycją wygaszania świec, milknięciem dzwonów, czy „paleniem” Judasza. Ostatnie dwa dni postu to z kolei okres psot. Wieszano w tych dniach na przykład śledzia na drzewie – za karę, że tak długo trzeba było głodować, urządzano też pogrzeb postnemu żurowi. W okresie wielkiego postu, a szczególnie w Wielkim Tygodniu, pojawiali się w kościele kapnicy, którzy na dany przez swego przewodnika znak, biczowali się w gołe plecy. Niektóre końce rzemiennych powrozów przypiekano na ogniu, dla dodania większej ich twardości. Biczowanie powtarzano w czasie nabożeństwa kilka razy. Pod koniec Wielkiego Tygodnia przygotowywano też groby Chrystusa, zbierano w kościele pieniądze na cele charytatywne, święcono ogień wykrzesany z kamienia, albo rozpalano ogień na przykościelnych cmentarzach, a w wypalone ognisko wkładano kawałki cierni, które rozdawano wiernym. W czasie nabożeństwa wielkosobotniego święcono także wodę, którą później przy chrzcie obmywano dzieci. Dziewczyny w Wielką Sobotę o północy biegały do rzeki, aby obmyć w niej twarz i ręce. Woda z rzeki miała zapobiegać piegom, dodawać urody i zdrowia. W Wielką Sobotę święcono też pokarmy, które później znalazły się na wielkanocnym stole.

Święta wielkanocne rozpoczyna msza rezurekcyjna, po której i dawniej, i dziś następuje wielkanocne ucztowanie. Koniecznym jego elementem jest jajko na twardo – symbol życia. Jaja malowane dawniej na kolorowo (kraszone w naturalnych barwnikach z ziół, łupin cebuli, soku drzew itp.) stanowiły wykup przed oblaniem wodą w drugim dniu świąt. Zwyczaj oblewania wodą wiąże się prawdopodobnie z pradawnymi obrzędami wiosennego oczyszczenia. Szczególnie mocno polewano dziewczęta, nie oszczędzając im nawet kąpieli w lodowatej wodzie. Często śmigus-dyngus trwał kilka dni. Na wsi nazywano ten obyczaj dniem świętego lejka, oblewanką lub polewanką. Woda dyngusowa miała zapewnić dziewczynie powodzenie i szybkie zamążpójście.

Wiele z tych dawnych zwyczajów wielkanocnych odeszło już w niepamięć. Pozostała jednak ich symbolika i właśnie ta symbolika nadaje współczesnemu świętowaniu wymiar historyczny: przekazuje następnym pokoleniom skrawek narodowego dziedzictwa.