Legendy miejskie

Pogrom kielecki

4 lipca 2016 • przez

Legendy miejskie mogą być bardzo niebezpieczne i prowadzić do dramatycznych wydarzeń. Jednym z nich jest tzw. „sprawa kielecka” (lub „pogrom kielecki”), opisywana przez Czubalę (2005: 55-56). Doszło do niej w dość mało znaczący sposób. Gospodarz z pobliskiej wsi przeprowadził się z rodziną do Kielc. Miał on ośmioletniego syna Henryka, który tęsknił za swoimi rówieśnikami. Pewnego dnia zobaczył znajomego ze swojej wsi i wskoczył na jego wóz, gdy ten wracał do domu. Nie zawiadomił jednak swoich rodziców. Wrócił dopiero po 3 dniach. W tym czasie rodzice szukali go po całym mieście, już wcześniej pojawiły się doniesienia o znikaniu dzieci, o co byli podejrzewani Żydzi.

Chłopiec bał się kary, więc przyjął wersję, że porwali go Żydzi i zamknęli w piwnicy. Miał od nich uciec przez okienko, na miejscu zaś pozostał jeszcze jeden chłopiec. Ojciec poszedł z synem na milicję. Henryk wskazał na dom zamieszkały przez Żydów ocalałych z Holokaustu i Żyda Kałmana Singera, który miał go przetrzymywać wbrew woli. Prawdopodobnie był to jedyny Żyd jakiego chłopiec umiał wskazać, bo nosił zielony kapelusz.

Wieść rozeszła się szybko. Milicja weszła do domu, a pod domem zaczęli zbierać się mieszkańcy miasta. Singera aresztowano, a milicja zaczęła szukać piwnicy. Poszukiwania trwały długo, gdyż był to dom niepodpiwniczony. Tłum coraz bardziej zniecierpliwiony wtargnął do domu. Zaczęto grabić, bić i mordować Żydów. Wezwane wojsko i policja dołączyły do pogromu. Wkrótce włączyła się do niego 600-osobowa grupa robotników z Huty Ludwik. Pogrom trwał 6 godzin. Dopiero sprowadzone z Warszawy wojsko opanowało sytuację na ulicy Planty 7. Jednak nadal wyłapywano Żydów na ulicach i w pociągach. Zginęły 42 osoby, a wiele zostało rannych.

O spowodowanie pogromu zostało oskarżonych 12 osób, z czego 9 skazano na śmierć i stracono. Śledztwo trwało jeszcze kilka miesięcy wywołując popłoch wśród uczestników mordu. Ostatecznie winą obarczono opozycję antykomunistyczną i nie wracano do tego tematu.

Wokół pogromu zaczęły krążyć rozmaite opowieści, że tak naprawdę Żydzi zamordowali wiele polskich dzieci, a wejście do piwnicy było ukryte, natomiast władza komunistyczna opanowana przez Żydów stara się to zatuszować. Żydzi mieli sami sprowokować całe zajście strzelając do wojska i milicji. Miało zginąć 22 Polaków, jednak władze to ukryły. O pogrzebach rzeczywistych ofiar mówiono, że w trumnach są worki z piaskiem, a całe uroczystości wyreżyserowano.

Źródło: Legendy miejskie